13. kolejka Basket Ligi Kobiet nie okazała się szczęśliwa dla Enei AZS Poznań. Nasze zawodniczki przegrały wysoko z CCC Polkowice 53:103. To było ostatnie ligowe spotkanie obu zespołów w 2017 roku.

Zdecydowanym faworytem sobotniego meczu były zawodniczki CCC Polkowice i to one na początku narzuciły swój styl gry prowadząc po 90 sekundach 7:0. Poznanianki pierwsze punkty zdobyły po rzutach osobistych wykonywanych przez Jazmine Davis. Z upływem kolejnych minut pierwszej kwarty gra się coraz bardziej wyrównywała. Zawodniczki z Polkowic mimo żelaznej obrony popełniały błędy pod koszem. Natomiast kolejne dobre spotkanie rozgrywała Davis, która w pierwszych dziesięciu minutach rzuciła dziewięć punktów. Nieco ponad trzy minuty przed końcem pierwszej kwarty Enea AZS wyszła na prowadzenie 14:12 po udanym rzucie za trzy punkty Janae Smith. Poznanianki popełniły jednak kilka błędów w ataku i to zespół gości prowadził po pierwszej odsłonie 18:15.

Na początku drugiej kwarty poznanianki upodobały sobie rzuty za trzy punkty. W ten sposób trafiały Davis i Julia Tyszkiewicz. W ekipie gości bardzo dobrze spisywała się natomiast Magdalena Leciejewska. Do doskonałych pozycji rzutowych dochodziły także Alysha Clark i Bria Holmes. Trener gospodyń Marek Lebiedziński szybko interweniował wykorzystując czas. Przyniosło to doskonały efekt w ofensywie, bowiem po wznowieniu dwukrotnie za trzy punkty trafiła Kataryna Rymarenko. W defensywie zawodniczki Enei AZS jednak ciągle popełniały błędy, które doświadczone polkowiczanki bezlitośnie wykorzystywały. Pod koniec drugiej kwarty rozstrzelała się Holmes i m.in. dzięki niej drużyna George’a Dikeoulakosa po dwudziestu minutach gry prowadziła dwunastoma punktami (48:36).

Po przerwie obie drużyny nieco zaostrzyły grę. Kibice oglądali wiele fauli i przewinień. W nerwowej i szarpanej grze lepiej odnajdywały się polkowiczanki, które po czterech minutach trzeciej kwarty prowadziły już dziewiętnastoma „oczkami” i z upływem czasu zwiększały swoją przewagę. Przed ostatnią odsłoną miały 29 punktów przewagi i spokojnie mogły myśleć o dograniu spotkania do końca.

Tak też się stało. Polkowiczanki nie pozwalały na zbyt wiele gospodyniom i śrubowały wysoką przewagę, która zatrzymała się aż na 50 punktach różnicy. To zespół z Dolnego Śląska zakończył rok w lepszych humorach wygrywając ósme spotkanie w tegorocznym sezonie, a poznanianki musiały przełknąć gorycz dziewiątej ligowej porażki.

Enea AZS Poznań – CCC Polkowice 53:103 (15:18, 21:30, 4:19, 13:34)

Enea AZS: Davis 18, Rymarenko 8, Smith 8, Woźniak 6, Parzeńska 5, Szloser 5,Tyszkiewicz 3, Marciniak, Niemojewska, Bednarczyk, Zięborska, Piasecka.

CCC: Holmes 17, Spanou 15, Stankiewicz 15, Clark 14, Leciejewska 10, Gajda 10, Fagbenle 9, Idziorek 8, Sandrić 3, Babkina 2.

 

Powiedzieli po meczu:

Marek Lebiedziński (trener Enei AZS): Gratuluje przeciwnikowi wygranej, który pokazał dzisiaj klasę. Do 18 minuty meczu potrafiliśmy nawiązać z nimi walkę, a później CCC się tak rozpędziło, że nie byliśmy w stanie ich zatrzymać. W końcówce meczu zagrały wszystkie moje zawodniczki i to jedyna droga, aby mogły się ogrywać. Przepraszam też naszych kibiców, że musieli patrzeć na takie spotkanie.

Alicja Szloser (zawodniczka Enei AZS): Dziękuję bardzo rywalkom za dzisiejszy mecz i gratuluje wygranej. Wynik na pewno nie odzwierciedla tego ile serca i walki włożyłyśmy w to spotkanie. To był trudny mecz i szkoda, że się nie udało wywalczyć więcej.

George Dikeoulakos (trener CCC Polkowice): Widząc wynik można powiedzieć, że był to dla nas łatwy mecz, ale tak naprawdę musieliśmy się sporo napracować. Szczególnie początek spotkania był bardzo wyrównany. Dziękuję zawodniczkom za dzisiejszy mecz i gratuluje gospodyniom dobrego spotkania.

Magdalena Idziorek  (zawodniczka CCC Polkowice): Cieszę się ze zwycięstwa. Wyrażam jednak słowa uznania dla zespołu z Poznania. Trochę obawiałyśmy się tego meczu, bo wiedziałyśmy, że Enea AZS gra ostatnio coraz lepiej. Trener nas przestrzegał i byłyśmy w pełni skoncentrowane na meczu, aby nie zlekceważyć rywalek. Pierwsza połowa nie była dobra w naszym wykonaniu, ale w przerwie powiedziałyśmy sobie kilka mocnych słów i to sprawiło, że dominowałyśmy.